piątek, 21 kwietnia 2017

Emocje i nostalgie („Peter i Lena”, tekst: Astrid Lindgren, ilustracje: Ilon Wikland)


Niby już to wszystko, gdzieś u Lindgren czytaliśmy. Rodzina, małe miasteczko, dom i szkoła. Dwójka dzieci (a nawet trójka). Takich bohaterów, w różnych układach rodzinnych spotkaliśmy przecież w twórczości szwedzkiej pisarki bardzo wiele. A jednak „Peter i Lena” ma (szczególnie dla mnie, taty starszego synka i młodszej córeczki) dodatkowy, życiowy i użytkowy walor...


Wydane przez Zakamarki dwa opowiadania Lindgren z lat 50. to kwintesencja jej pisarstwa. Pokazują jak prosto pisać o nie zawsze prostych sprawach. Taką „nie zawsze prostą sprawą” jest relacja między rodzeństwem (tutaj: starszym bratem i młodszą siostrą). Dobrze znam tę mieszankę miłości, przywiązania, zazdrości i gniewu, którą szczególnie na wczesnym etapie ciężko niekiedy zrozumieć i opanować. Wspaniale, że istnieją mądre, doskonałe literacko książki, które mogą w tym trochę pomóc.

Opowiadanie „Ja też chcę mieć rodzeństwo” (1954) dotyczy pierwszego etapu życia dzieci – Peter jest szczęśliwym jedynakiem, kiedy pewnego dnia, w domu pojawia się mała siostrzyczka Lena. Chłopiec, który początkowo chciał mieć rodzeństwo (bo mieli je inni koledzy), szybko stwierdza, że to jednak nie był dobry pomysł. Rodzice poświęcają małej Lenie więcej czasu niż jemu. Nie podoba mu się to i zaczyna reagować agresywnie. Mama znajdzie jednak sposób, żeby zmienić jego podejście... Na końcu pojawia się jeszcze braciszek Mats (trójkę rodzeństwa znamy choćby z przygód Lotty), którego nie ma w kolejnym opowiadaniu tomu z tej przyczyny, że powstało ono wcześniej.

A zatem w „Ja też chcę chodzić do szkoły” (1951) Peter jest już uczniem, a Lena niedługo się nim stanie. Chce się jednak przekonać jak to jest siedzieć w szkolnej ławie. Dlatego brat pewnego dnia robi jej niespodziankę i zabiera ze sobą na, jak byśmy dziś powiedzieli, dzień otwarty. Zapewne konsultował swoją inicjatywę z rodzicami i nauczycielką, jednak u Lindgren wszystko wychodzi naturalnie i spontanicznie, jakby to był pomysł chłopca. Dzięki temu wizyta w szkole jawi się czytelnikowi niemal jak wyprawa do niezwykłej krainy.



Lingren przedstawia współistnienie rodzeństwa jako sielankę, w której jednak od czasu do czasu pojawia się jakieś mocniejsze, bardziej angażujące emocjonalnie przeżycie. Tak dzieje się gdy Peter uderza małą Lenę, albo gdy potem brat bije się ze szkolnym kolegą Pellem. Nie zaburza to jednak obecnego w tych opowieściach, nadrzędnego porządku przyrody i życia, który to porządek podkreślany jest jeszcze przez ilustracje Ilon Wikland – trudno sobie ten kosmos wyobrazić w innych dekoracjach.

Z jednej strony odbieram te opowiadania bardzo współcześnie, a moje dzieci słuchały ich naprawdę uważnie, czując że same doświadczają podobnych emocji. Z drugiej zdaję sobie sprawę, że teksty powstały we wczesnych latach 50., kiedy sytuacja w Polsce, jak wiadomo, nie była normalna, dlatego trochę z zazdrością oglądam i czytam o szwedzkiej codzienności tamtych lat. Codzienności świata, który już nie istnieje i niestety nigdy nie powróci.

/BW/



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Share

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...